materiał reklamowy
Social media stają się niemal wyrocznią w odniesieniu do codziennej rutyny pielęgnacyjnej, zabiegów z zakresu kosmetologii czy medycyny estetycznej. Na kontach urodowych influencerek nieustannie pojawiają się coraz to nowsze informacje o trendach pielęgnacyjnych, przełomowych składnikach aktywnych czy metodach obiecujących spektakularne efekty. Potwierdzają to również wyniki badań, które wskazują, że 66,7 proc. osób rozważających lub wykonujących zabiegi medycyny estetycznej, robi to pod wpływem mediów społecznościowych. A dalej: 31,5 proc. czuje się nimi zainspirowane. Niestety zapominamy o kluczowym fakcie – nie wszystko, co zachwalane w mediach, jest adekwatne dla nas. A to dopiero początek problemów.
Temat dbania o skórę nigdy nie był tak szeroko omawiany i analizowany jak obecnie na TikToku, Instagramie czy urodowych blogach. Mamy mnóstwo twórców, którzy informują nas o nowościach kosmetycznych, zabiegach, które dają natychmiastowe efekty czy ekspresowych rozwiązaniach pielęgnacyjnych. Tymczasem jest jedno ale. Pomimo ogromnej dostępności informacji, kobiety, które na co dzień spotykam w swoim gabinecie, wcale nie czują się pewniej w relacji ze swoją skórą. Przeciwnie – często są zagubione, zmęczone sprzecznymi poradami i nieustanną presją, by wciąż coś poprawiać. To niestety pokazuje ważny paradoks współczesnej pielęgnacji i działań z zakresu medycyny estetycznej. Im więcej cennych wskazówek oraz narzędzi do poprawiania skóry, tym częściej tracimy z nią prawdziwy kontakt – a także kontakt z własnym obrazem siebie.
Skóra – najczulszy język ciała
Z perspektywy dermatologa chciałabym zaznaczyć, że skóra jest czymś więcej niż tylko powierzchnią, którą można wygładzić, rozjaśnić czy napiąć. To największy organ naszego ciała – dynamiczny, wrażliwy i niezwykle silnie powiązany z całym naszym organizmem.
Reaguje na zmiany hormonalne, jakość i czas snu, dietę, czy stres i emocje. A to, co widać na jej zewnętrznej powierzchni, to efekt końcowy wielu procesów biologicznych. Stąd tak ważne jest traktowanie jej z należytą uważnością i zrozumieniem.
Perfekcjonizm, który nie istnieje
Po ponad piętnastu latach pracy w gabinecie obserwuję, jak wiele kobiet żyje dziś w przekonaniu, że skóra powinna wyglądać idealnie przez cały czas. Musi być gładka, jednolita, pozbawiona oznak zmęczenia czy starzenia – tymczasem warto zrozumieć, że jest to zwyczajnie niemożliwe. Spora część z nich stawia na wieloetapową pielęgnację, korzystając z całej palety kosmetyków, a następnie wybiera różnorodne zabiegi z zakresu medycyny estetycznej. Tymczasem pielęgnacyjny minimalizm, w tym kilka wysokiej jakości produktów pielęgnacyjnych jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Chciałabym przy tym podkreślić, że kondycja skóry zmienia się z naturalnym biegiem czasu. Inna jest u niemowlaka, dziecka czy nastolatka, inna u dorosłych. Może być inna również u dwóch trzydziestopięciolatek, bo na stan skóry wpływa przecież ogrom czynników – w tym te genetyczne, środowiskowe oraz styl życia. Zmieniamy się i jest to całkowicie naturalne, a do tego po prostu piękne.
Wśród osób, które poddają się zabiegom estetycznym aż 50,3 proc. przyznaje, że robi to, bo ma potrzebę upodobnienia się do konkretnej osoby, np. do ulubionego influencera czy gwiazdy. Obserwują ich na social mediach i chcą wyglądać jak oni. Tymczasem za wieloma tymi wizerunkami stoją sceniczne makijaże, filtry i retusz, które afektują na swoich obserwatorów. Nic dziwnego zatem, że obserwuje się coraz więcej dysfunkcji. Wśród nich jest np. dysmorfia snapchotowa – zaburzenie psychiczne polegające na obsesyjnym dążeniu do upodobnienia się do własnego wyretuszowanego wizerunku. Choć brzmi niegroźnie, często staje się realną pułapką perfekcji. Może prowadzić do dysmorfofobii – czyli przeświadczenia o posiadaniu defektu urody, który obiektywnie nie istnieje – lub do estetoreksji, czyli uzależnienia behawioralnego od ciągłego poprawiania swojego wyglądu w gabinecie medycyny estetycznej.
Co istotne – i o czym wiele osób nie wie – nieustanne dążenie do idealnego, a w rzeczywistości nieistniejącego kanonu piękna niesie poważne konsekwencje. Prowadzi do ogromnego napięcia w ciele i poczucia frustracji, które mogą przerodzić się w depresję. Zamiast troski pojawia się obsesyjna kontrola i stres, a te – jeśli utrzymują się przez dłuższy czas – prowadzą do pogorszenia stanu skóry: przesuszenia, podrażnień, zmian trądzikowych, a nawet przyspieszonego powstawania zmarszczek. W tym kontekście warto przywołać pojęcie cortisol face, które opisuje wpływ przewlekłego stresu na skórę – w tym utratę włókien kolagenowych i elastynowych oraz widoczne oznaki zmęczenia.
Ocena skóry u specjalisty
Piękno zaczyna się od zdrowia – to motto, które od lat towarzyszy mi w codziennej pracy i doskonale obrazuje moje podejście do pielęgnacji. Wierzę, że prawdziwa troska o skórę nie zaczyna się od przypadkowo dobranych kosmetyków czy chwilowych trendów na TikToku, lecz od indywidualnego spojrzenia na jej kondycję, proces starzenia i potrzeby. Dlatego zachęcam kobiety, aby w pierwszej kolejności umówiły się na konsultację ze sprawdzonym, zaufanym specjalistą.
To niezwykle cenny moment, który pozwala lekarzowi nie tylko dokładnie ocenić stan skóry, ale także poznać styl życia pacjentki oraz jej codzienną rutynę pielęgnacyjną. To również przestrzeń do spokojnej rozmowy – uporządkowania często sprzecznych informacji i rozwiania wątpliwości pojawiających się w natłoku internetowych porad.
Zrozumienie indywidualnych potrzeb skóry przynosi spokój i pozwala świadomie realizować plan pielęgnacyjny zaproponowany przez dermatologa – taki, który odpowiada jej rzeczywistym potrzebom, a nie jest jedynie reakcją na chwilowe clickbaity. Wówczas wtedy kolejnym krokiem może stać się dopasowana, dokładnie zaplanowana i długoterminowa strategia zabiegowa z zakresu medycyny estetycznej, której efekty są utrwalane i podtrzymywane właśnie przez stosowane kosmetyki w domu. Kierujmy się zasadą, że skóra ma swoją biologię, pamięć i granice. Moje doświadczenie pokazuje mi, że jeśli ich nie szanujemy – prędzej czy później zapłacimy za to cenę w swoim wyglądzie.
Nie walcz – zaakceptuj
Bycie pod nieustanną oceną perfekcyjnego otoczenia jest męczące, dlatego warto postawić granice i powiedź temu STOP. Zrozummy, że kultura mediów społecznościowych, która próbuje narzucać wszystkim te same rozwiązania, nie uwzględnia naszej indywidualności.
Skóra zasługuje na spersonalizowane podejście. Warto ją dokładnie poznać i… zaakceptować. I tu zaznaczę – ta akceptacja nie musi polegać na tym, że wszystko ma się nam w niej podobać. Chodzi o to, aby przestać z nią walczyć i zacząć uważnie słuchać.
_______
Lekarz, dermatolog i ekspertka w zakresie zdrowia i estetyki skóry z ponad 15-letnim doświadczeniem
klinicznym. Założycielka Kliniki Primoderm w Częstochowie.
długoterminowego zdrowia i naturalnego potencjału regeneracyjnego skóry.
własną skórą.

