Kostiumy w teatrze i operze

Kostiumy w teatrze i operze

Dawniej o ubiór aktorów występujących na scenie operowej i teatralnej dbali malarze lub krawcy. W XIX wieku okazało się, że kostium odgrywa bardzo ważną rolę w indywidualizowaniu postaci, dlatego niezwykle istotne było, aby widzowie właściwie go odbierali i żeby wpisywał się w ramy spektaklu.  Tym sposobem ukształtował się zawód kostiumera. Jego zadanie to dokładna analiza postaci pod wieloma aspektami np. okoliczności w jakich żyje bohater, a co za tym idzie zaprojektowanie adekwatnej i funkcjonalnej kreacji. Jeśli praca kostiumografa jest dobrze wykonana, poznajemy bohatera zanim do nas przemówi. O procesie kreowania postaci za pomocą ubioru opowiedziała nam Pani Barbara Rożko – szefowa garderoby Opery i Filharmonii Podlaskiej oraz Krzysztof Szczepaniak – aktor Teatru Dramatycznego w Warszawie.

Wywiad z Barbarą Rożko, OiFP

Jak wygląda proces pracy nad kostiumem, gdy pojawia się pomysł na konkretny spektakl? 

Proces ma swój początek od momentu, gdy dyrekcja podejmuje decyzję, jakie przedstawienie będzie wystawiane. Zaczynają się poszukiwania reżysera, muzyki, scenografa i kostiumografa. Ten ostatni robi projekty na podstawie swojej wizji, którą ustala z reżyserem. Kolejnym krokiem jest szycie. Kostiumograf musi określić z jakich tkanin chce mieć wykonane stroje, później tę wizję przedstawia naszej jednostce, co musi być zatwierdzone. 

Jak bardzo jest Pani wtajemniczana w wizję spektaklu?

Od momentu, kiedy są gotowe projekty kostiumów. W operze mamy sekcję garderobianych, ale też pracownię krawiecką, w której nieraz powstawały stroje do przedstawienia. Kostiumów zawsze jest dużo, mamy wiele solistów oraz liczny chór. Nasze spektakle są zawsze ogromnymi przedsięwzięciami. Przykładowo do „Doktora Żywago” będzie wykorzystane około 600 kostiumów. Bardzo ważne jest, to aby kreacje były wiarygodne. Kostiumolog powinien znać historię mody. Jednak dużo też zależy od wizji reżysera. Na przykład w „Strasznym Dworze”, który jest grany w Warszawie są zupełnie inne kostiumy, niż w Białymstoku, mimo że opera opowiada dokładnie o tym samym. Konieczna jest świetna współpraca całego zespołu. Najważniejszym wydarzeniem jest premiera. Wtedy pracujemy dniami i nocami, aby osiągnąć jak najlepszy efekt.

Ile czasu mija od podjęcia decyzji, co będzie wystawiane, do momentu pierwszych prób kostiumowych?

Nie jestem w stanie tego określić. Z góry wiadomo kiedy jest premiera, więc po otrzymaniu projektów pracujemy na tyle szybko,  na ile jesteśmy w stanie. Zakupujemy materiały i zdejmujemy pierwsze miary z solistów. Później zajmujemy się szyciem lub przekazujemy, to zadanie zewnętrznym pracowniom.  Kolejny etap, to druga miara. Niektóre kostiumy są bardzo pracochłonne, więc wymagają wielu przymiarek.

Czy kostiumy są funkcjonalne? 

Aktorzy zaczynają próby z reżyserem, gdy nie są jeszcze ubrani w kostiumy, w których będą docelowo. Zdarza się, więc że trzeba jakąś scenę zmodyfikować tylko dlatego, że na przykład w danym kostiumie nie ma możliwości szybkiego przebrania  się w inny. Mamy na scenie wiele  szybkich przebiórek. W kilkadziesiąt sekund musimy całkowicie rozebrać aktora  i ubrać na nowo. Najtrudniejszym przedstawieniem jest „Upiór w operze”. Co do funkcjonalności, to bym dyskutowała. W operze kostium ma przede wszystkim wyglądać. Artyści muszą przyzwyczaić się do danego stroju. Niektóre są bardzo ciężkie, obszerne, przestrzenne. Trzeba nauczyć się w nich poruszać.

Czy spotkała się Pani kiedykolwiek z tym, że aktor uznał, że nie wystąpi w danym kostiumie?

Nie ma takiej opcji. Podczas pierwszych przymiarek, aktorzy już wiedzą, co robią na scenie w danym momencie i potrafią stwierdzić czy dadzą z tym radę,  po nałożeniu stroju. Jeśli nie, trzeba będzie zmodyfikować scenę, bądź kostium. U nas pracują profesjonaliści, więc dla nich ubiór jest tylko ubiorem. Ale z reguły stroje są tak szyte, aby zadowolić aktorów, szczególnie solistów. 

Wywiad z Krzysztofem Szczepaniakiem

Kiedy dowiadujesz się jaki będziesz miał kostium?

Z reguły na trzecią/czwartą próbę czytaną przychodzi kostiumograf, scenograf, bądź osoba, która łączy te dwie funkcje i pokazuje nam swoje szkice. Wtedy widzę po raz pierwszy, jak będę wyglądał za około trzy miesiące i jaką wizję ma kostiumograf. Jest jeszcze dużo czasu, żeby coś zasugerować, ewentualnie zmienić i wypróbować jak kostium ”działa” w danym projekcie. Zarówno jak w przypadku pracy nad rolą, tak w pracy przy kostiumie jesteśmy otwarci na dialog, wymianę spostrzeżeń, by osiągnąć zadowalający obie strony efekt. Dopiero, gdy dostaje się kostium do pierwszej miary, okazuje się czy wcześniej przygotowany rysunek współgra z aktorem. Bardzo ważne jest, to żeby po prostu dobrze się czuć w danym kostiumie. On ma przede wszystkim pomóc w zadaniu aktorskim. Podkreślić cechy fizyczne, psychiczne bohatera i uświadomić widzowi w jakim kontekście się poruszamy. Podstawowym warunkiem, który musi spełniać strój jest jego funkcjonalność, dopiero potem istotne są walory estetyczne. Ideałem jest, gdy da się połączyć jedno i drugie. Przykładowo – pracując nad spektaklem, który charakteryzuje się intensywnym fizycznym wysiłkiem ze strony aktora, trzeba mu pomóc stawiając na odpowiednie materiały, ich grubość, kształt, by ten czuł się swobodnie, nie miał skrępowanych ruchów i mógł w pełni oddać się swojej postaci.

Ile jest przymiarek?

Są sytuacje, że jest bardzo mało przymiarek, albo wręcz przeciwnie – bardzo dużo. Nie ma złotej zasady – tu dzieje się wszystko na bieżąco, w zależności od projektu. Nigdy nie ma stuprocentowej pewności, co ostatecznie zostanie użyte. Kiedyś brałem udział w spektaklu, do którego uszyto dwa komplety kostiumów. Jedne były tradycyjne, a pozostałe – na zasadzie przełamania – w bardzo nowoczesnym stylu. Ostatecznie okazało się, że tylko jedne zostaną użyte. Pierwszym etapem tworzenia kostiumów jest zawsze rysunek, później są przymiarki, podczas których pojawiają się pierwsze sugestie, pierwsze zmiany. Przymiarki są zazwyczaj na początku produkcji i im bliżej końca, tym jest ich więcej. Niezwykle ważny moment to pierwsza próba w całym kostiumie. Dostajemy wtedy czysto praktyczną informację czy wszystko działa – już ”w boju”. Zdarzyło mi się nawet – po premierze jednego ze spektakli – że mój wykonany w całości ze skóry kostium zaczął płatać figle. Był taki moment w przedstawieniu, gdy musiałem wykonać dość gwałtowny ruch i niestety za każdym razem skórzane spodnie pękały w tym samym miejscu. By sytuacja się nie powtarzała, postanowiliśmy doszyć siatkę. Nawet po premierze spektaklu zdarza się, że trzeba jeszcze zainterweniować i coś udoskonalić.

Czy zdarzyło się, że kostium zaczął się rozpadać podczas gry na scenie?

Nigdy się z tym nie spotkałem. Jeszcze. W garderobach zawsze mamy zapasowe koszule i spodnie. Przykładowo w spektaklu “Cabaret” nie mam koszuli, tylko dość ekstrawagancki, diaboliczny smoking, gdyby podczas gry pękł, grałbym w pękniętym, jako że kontekst historii, jak i natura bohatera w zupełności na to pozwalają. W niektórych sytuacjach taki przypadek, jestem przekonany, można wykorzystać in plus. Bywają kostiumy, w których poszczególne elementy dublują się. Na przykład w „Kinky Boots” mam zawsze zestaw kilku sztuk pończoch/rajstop, które w razie potrzeby (przy tańcu oczka często puszczają) mogę natychmiast wymienić. Są elementy, których zapas jest absolutnie niezbędny w sytuacjach kryzysowych. Jeśli chodzi o główny, podstawowy kostium, to zazwyczaj jest jeden. Gdyby strój pękł w trakcie spektaklu, to zapewne zszylibyśmy go podczas przerwy albo gdybym zszedł w kulisy. Panie garderobiane są za kulisami, mają nitkę i igłę, są w gotowości. Zawsze służą pomocą. Jeśli one nie dadzą rady, można zwrócić się do scenografa/kostiumologa z prośbą o zakup nowej rzeczy.

Czy masz wpływ na to, jaki będziesz miał kostium? 

Generalnie z pierwszą ideą/skojarzeniem/szkicem przychodzi kostiumograf. Bywają sytuacje, na przykład przy projektach filmowych, że jeszcze przed rozpoczęciem prób są spotkania, na których rzucane są pierwsze pomysły w obecności wszystkich zainteresowanych. Każdy przecież ma w swojej głowie jakiś koncept, który może rzucić nowe światło na charakter wspólnie tworzonej realizacji. Czasami zasugerowanie jednego elementu inspiruje na tyle, że dodaje kolejną jakość do kostiumu. Bywa, że takie ”burze mózgów” potrafią stworzyć prawdziwe perły – kostium, który w pełni współgra z osobowością aktora, jego zadaniem, i w ideale stapia się z nim, stając się integralnym elementem. Ja lubię myśleć o kostiumie jako o niemal nierozerwalnej części mojego bohatera i jako elemencie, który go nasyca w wyrazie. W teatrze kostiumograf obecny jest na pierwszych próbach czytanych, przy końcu na generalnych i później na premierze. Próby generalne to jest czas, kiedy ogląda, jak kostium prezentuje się z widowni i jaki wywiera efekt. Gdyby okazało się, że coś jest za małe, to mogę zawsze to zgłosić. Podobnie jest z biżuterią i praktycznie wszystkim elementami, które składają się na docelowy kostium. Oczywiście jest tak, że kostiumy też zużywają się z każdym kolejnym spektaklem. W przypadku, kiedy spektakl gramy 50, 100 lub więcej razy, powoli zauważa się rzeczy, które wymagają naprawy. Praca nad projektem finalnym to tak naprawdę zawsze kwestia kompromisu między wizjami wszystkich stron. Bardzo często zdarza się, że pierwszy strzał jest świetny i wszystko wychodzi jak trzeba. Jest też tak, że strój modyfikuje się wraz z każdym kolejnym poziomem pracy na scenie.

Czy były sytuacje, że nie podobał Ci się kostium?

Są projekty, które wzbudzają czasem wątpliwość; staram się jednak zawsze na początku, kiedy jeszcze nie mam wszystkich danych, zawierzyć pierwotnej idei kostiumografa. Zarówno scenograf/kostiumograf, reżyser, jak i ja chcemy przecież, żeby efekt końcowy był jak najlepszy, więc nikt nikomu nie będzie robił krzywdy. Osobna sprawa to to, że patrząc na pierwotny szkic niemal od razu przychodzą do głowy pomysły związane z dodatkami, uzupełnieniami do kostiumu, na przykład makijażem czy detalami.

Czy Twoja gra jest uzależniona od kostiumu?

Nie jest uzależniona, ale z pewnością jest wtedy bardziej sugestywna, uwypuklona. Ja do czasu założenia kostiumu po raz pierwszy nigdy nie wiem co on mi da, co będę mógł z niego zaczerpnąć, a także w druga stronę – co się stanie, gdy ja oddam mu się w pełni. Do tego momentu jest to zawsze zagadka, z której może wyjść coś niespodziewanego. Lubię ten moment założenia kostiumu po raz pierwszy, skonfrontowania go z pierwotnymi założeniami. To wtedy następuje też odkrycie, jakie nowe jakości dołoży on do naszej postaci, jak można go w pełni wykorzystać i zaanimować, by jeszcze bardziej wzmocnił naszego bohatera. Jeżeli dostaję piękny kostium z epoki, to wręcz grzechem jest nie ogranie go w jakiś sposób na scenie. On pracuje na nas, a my na niego. Dziwne, ale to w sumie jest jakiś rodzaj współpracy, więzi nawet. Kiedy zakładam maskę w ‘”Słudze dwóch panów” Goldoniego, to jest to dla mnie trochę element rytualny – kiedy odcinam się od siebie i zaczynam w pełni służyć postaci. Trzeba zaznajomić się z jego elementami i poczuć, co się z nami dzieje, kiedy przywdziewamy tę ”nową skórę”. Czasem zdarza się, że nie trzeba dodatkowo robić nic, gdyż dane przebranie od momentu założenia na tyle silnie konkretyzuje nas i nasze zadanie. Wszystko jest kwestią wyczucia. W całości kostiumu uważam, że podstawą, bazą dla każdego aktora przy budowaniu bohatera, są buty. Od obuwia idzie krok, od kroku – ruch ciała, a od ruchu – cała motoryka postaci, dlatego buty są tak ważne. To fundament. Być może wynika, to z faktu, że pewność poczucia gruntu pod nogami od razu jakoś nas programuje. Jeśli chodzi o „Kinky Boots”, to mam jedne buty z kryształami, szyte na miarę. Podczas prób zdarzało się, że codziennie chodziłem na szpilkach. Nie ukrywam, że moje stopy cierpiały, ale mogłem w sposób rzeczywisty poćwiczyć sposób poruszania się kobiet w tym obuwiu. Mam też buty dużo za duże, do których musieliśmy włożyć watę. Motoryka ciała plus kostium daje efekt fuzji, który składa sie na całość roli. Podobnie jest z makijażem. W zależności od tego, jak bardzo jest mocny, tak bardzo zmienia się mimika, wyrazistość twarzy. Makijaż też jest integralną częścią kostiumu. Wszystkie te składowe są nośnikami informacji o postaci. Ich celowy brak też stanowi dla nas komunikat. W trakcie tworzenia postaci wszystko coś znaczy.

Jaki był najdziwniejszy kostium, w którym grałeś?

Mumia. Przy tym projekcie pracowałem z jedną z najlepszych kostiumografów w Polsce – Dorotą Roqueplo, która owijała mnie od góry do dołu specjalnym bandażem. To był chyba najdziwniejszy kostium do tej pory. Człowiek czuję sie w tym wybitnie anonimowo.

Wolisz role w kostiumach z epoki czy raczej nowoczesne?


Bardzo lubię kostiumy nieoczywiste, pozwalające czasem na eksperyment. Fascynuje mnie, kiedy kostium łączy w sobie elementy z różnych epok, stylistyk, kultur. Są scenariusze, które dają możliwość wymyślenia postaci, wtedy lubię pokombinować, jak dany bohater mógłby wyglądać; to daje nieograniczone możliwości do rozpoczęcia poszukiwania inspiracji. Lubię też niekonwencjonalne połączenia klasycznych kostiumów z nowoczesnością.

Czy zdejmując kostium uwalniasz się od granej postaci?

Chyba trochę tak. Bardzo lubię moment, gdy po „Kinky Boots” zdejmuję gorset i szpilki Loli, a później  zakładam swoją kurtkę. Albo, gdy po dwóch godzinach przeżywania kolejny raz historii Christophera z ”Dziwnego przypadku psa nocną porą”, ściągam jego bluzkę i w poczuciu pełnego zmęczenia, zostawiam ją w garderobie. Rzeczywiście, odwieszając na wieszak kostium, w pewien sposób na chwilę rozstaję się z moimi bohaterami, ale nigdy nie do końca – oni zawsze są gdzieś pod skórą, podświadomie we mnie żyją, nawet bez kostiumu.

Rozmawiała Angelika Głowacka

 

Podziel się :
0


Facebook
Facebook
Instagram